Odwaga i odpowiedzialność przekazana w genach
Ostatnio pisaliśmy o Michale Purgalu - ostatnim sołtysie w Miłkowie. To osoba charyzmatyczna, odpowiedzialna, dla, której słowo Ojczyzna znaczyło bardzo wiele. Na zdjęciu widzimy go w mundurze austro - węgierskim. Na jego kołnierzu widoczne są trzy gwiazdki. To oberleutnant w hierarchii wojskowej, odpowiednik porucznika. Już to świadczy o tym, że nie był zwykłym żołnierzem, których wielu musiało przelewać krew za ówczesnego zaborcę. Do uzyskania takiego stopnia zapewne niezbędny był odpowiedni intelekt oraz cechy wolicjonalne. Jedną z nich musiała być odwaga i odpowiedzialność za ludzi, którymi dowodził. Te cechy oraz jego silna wiara w Boga, utorowały mu drogę do wyboru jako sołtysa Miłkowa. Autorytet Michał zbudował sobie sam, nikt mu w teczce tego nie przyniósł. Przykład jego odpowiedzialności widzieliśmy podczas potyczki miedzy zołnierzami gen. Kustronia a nacierającymi od Wólki Miłkowskiej i Oleszyc wojskami niemieckimi. To sołtys w otoczeniu kilku ludzi nie patrząc na niebezpieczeństwo zajął się pochowaniem ciał żołnierzy, którzy zginęli w okolicy cerkwi. Rodzina Michała niejednokrotnie dawała przykład odwagi w trudnych czasach wojennych. Jego syn również Michał - przedwojenny gajowy , ożeniony z Albiną Malach córką leśniczego z Huty Miłkowskiej stracił życie w 1944 roku. W momencie gdy w okolicy Cewkowa zaginął jeden z Polaków wspomniany Michał zorganizował grupę ok. 30 ochotników , którzy wyruszyli na poszukiwania. Sam stanął na czele tej tyraliery, która ruszyła od Cewkowa w stronę Bidy i gajówki Racibora. W okolicach bunkra został przeszyty serią z automatu członka bandy UPA. Podobno przed samą śmiercią był jeszcze torturowany. To następny przykład odwagi i odpowiedzialności za ludzi. Na krzyżu pokazującym przebieg granicy sowiecko-niemieckiej widoczna jest korona z drutu kolczastego. To symbol meczeńskiej smierci Michała, który w tamtej okolicy zginął. Weźmy przykład następnego syna sołtysa Michała - Franciszka Purgala. On po przyjeździe z Besarabii osiadł w Dzikowie i razem z ojcem przeżywali dramat ich ukochanej wsi. Wtedy kiedy jeszcze nikomu się nie śniło, żeby myśleć o upamiętnieniu Miłkowian to Franciszek jako pierwszy zorganizował grupę dawnych mieszkańców ,którzy uczestniczyli w pierwszej mszy na miejscu dawnej kaplicy rzymskokatolickiej. Towarzyszyli mu dawni Miłkowianie z Dzikowa i Oleszyc. Wynajęli żuka, załadowali do niego stół będący ołtarzem, chodniki , dywaniki, białe płótna i w towarzystwie wikarego z Dzikowa celebrowali tę mszę. To dzięki niemu i grupie skupionych wokół niego dawnych mieszkańców Miłków przetrwał najgorsze powojenne czasy i dzisiaj stanowi miejsce corocznej odpustowej mszy dla ludzi wysiedlonych na Besarabię. Franciszku! Tobie i całej towarzyszącej Ci grupie składamy dzisiaj hołd. Dzięki Pani Monice Niedźwieckiej ze Szczecina dotarły do nas zdjęcia osób z rodziny sołtysa. Jego córką jest Pani Maria Kozian - matka Pani Moniki Niedźwieckiej. Następne zdjęcie pokazuje brata sołtysa Stanisława Purgala w otoczeniu swojej rodziny. Stanisław w czasie wojny wyjechał do Niemiec. Udało mu się przedostać do Wielkiej Brytanii gdzie dołączył do RAF-u i jako kapral walczył o wyzwolenie kraju , który po wojnie został jego nową Ojczyzną. Zamieszkał w Sheffield wraz z żoną oraz córką i jej mężem. Małżonka Stanisława pochodziła z Cewkowa. Może ktoś z dawnych mieszkańców ja rozpozna? Na zdjęciu Stanisław z żoną, po prawej ręce córka Helena a za nią jej mąż. Za plecami mamy syn Antoni. Pani Bronisława Niedźwiecka od córki Stanisława Heleny w czasie powojennym, bardzo trudnym dla powracających z Besarabii otrzymywała pomoc w postaci paczek i do dzisiaj za to jest bratanicy wdzięczna. Następne zdjęcie pokazuje najstarszego syna Pani Bronisławy Henryka w towarzystwie wuja Franciszka przy krzyżu upamiętniającym deportacje mieszkańców Miłkowa. Zdjęcie na tle starego ołtarza zastąpionego nowym oddanym do użytku w ubiegłym roku.
Na koniec słów kilka o następnym z Purgali . Mowa o Panu Krzysztofie Sycz. To wnuk Franciszka Purgala. Jak donoszą miejscowe media, w czasie ostatniego groźnego pożaru lasu w Cewkowie, Krzysztof nie bacząc na niebezpieczeństwo torował drogę strażakom śpieszącym do gaszenia ognia. Krzysiu z piłą motorową nie patrząc na swoje bezpieczeństwo powalał na ziemie palące się już wierzchołki drzew. Trzeba mieć sporo odwagi by cos takiego robić. Ze wszech stron płyną do Niego gratulacje i podziękowania za wspaniały czyn. My również dołączamy do tych gratulacji. Krzysztof również mocno wspiera naszą działalnośc w Miłkowie, wszak miłośc do tego miejsca wyssał z krwi swoich przodków. Myślę, że jeszcze niejedną rzecz wspólnie dla Miłkowa zrobimy. Warto nadmienić, że Krzysztof- to polska czołówka drwali. Należy do grona 30 najbardziej sprawnych w tej dziedzinie. Na swoim koncie posiada tytuł wicemistrzowski w jednej z dziedzin takich zmagań. Gratulacje Krzysztof.
Sprostowanie z dnia 19 kwietnia:Przepraszam Szanownych Państwa za wczorajszą pomyłkę odnośnie stopnia sołtysa Michała Purgala w austriackim wojsku. Jak słusznie sprostował to pan Andrzej Olejniczak z Wrocławia, dystynkcje widoczne na kołnierzu Michała Purgala świadczą o tym ,że takowe posiadał plutonowy. Panu Andrzejowi bardzo serdecznie dziękuje za poprawienie mego błędu. Zaznaczę, że nie jestem historykiem a omyłkowo odczytane dystynkcje nie odpowiadały prawdzie historycznej. Wszystkich zainteresowanych bardzo serdecznie przepraszam.
Miło mi również poinformować, ze Pan Andrzej jest synem miłkowskiej rodziny i to nas bardzo cieszy. Prosimy, Panie Andrzeju, by czynił Pan to ciągle prostując niektóre informacje pozyskiwane od zyjacych Miłkowian i ich rodzin. To również utwierdza nas w przekonaniu, że utworzenie naszej grupy ma sens. Pokazuje to ,że ona żyje, nie jest martwa. Podzielę sie z Państwem moim marzeniem. Może by tak zorganizować spotkanie chętnych potomków Miłkowskich rodzin w jednym terminie. W czasie takiego spotkania zwiedzimy dokładnie cały Miłków, rozpalimy ognisko przy nowo otwartej wiacie, a co najważniejsze porozmawiamy, scementujemy tę naszą wspólną rodzinę. Przy okazji wymienimy się informacjami, publikacjami o wsi naszych przodków. Co Wy na to Szanowni Państwo??? Marzenia, marzenia - są po to by je realizować!!!
Przy okazji ponawiam prośbę o poszukiwania archiwalnych przedwojennych zdjęć dotyczacych osób i krajobrazu z dawnej wsi. Sporo juz ich posiadamy. Pragniemy je odpowiednio opisane i powiększone wyeksponować w czasie tegorocznego odpustu.
Już wkrótce swe podwoje otworzy miłkowska chata. Pragniemy bardzo serdecznie podziękować za szeroki odzew i zgromadzenie już sporej kolekcji sprzętów i mebli pokazujacych zycie dawnych mieszkańców. Wszystkim ofiarodawcom bardzo serdecznie dziękujemy.
Dzisiaj pokazujemy symboliczne miejsce , które spotkamy wędrując na cmentarz grekokatolicki. Z jednego wspólnego pnia wyrastają dwa odmienne drzewa. To jakby żywcem namalowany obraz dwóch dużych grup ludności zamieszkujących Miłków. Mowa o Polakach i Rusinach, bo tak ich nazywano w okresie międzywojennym. Obie wywodzą się z wiary chrześcijańskiej. Obie grupy pięknie potrafiły się ze soba porozumiewać i tworzyć wspólne dobro. Jeżeli wędrujęcie tą drogą, to zatrzymajcie sie chwilę i niech znaki natury przywiodą Wam na myśl historię. Jezeli nie ma okropnego nacjonalizmu - wszystko układa sie pomyślnie przy zachowaniu swej odrębności. Coraz trudniej to zrozumieć w bardzo pogmatwanych współczesnych nam czasach.
Fotografie i skany
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.

