W Miłkowie… w Wielkim Tygodniu… 1939 roku — część I
Ależ ten czas szybko leci… Toż to już Wielki Tydzień, Wielkanoc…, a tu jeszcze tyle roboty… próbowaliśmy się zbliżyć do prawdy o tym jak było przed laty w MIŁKOWIE. Próbowaliśmy przypomnieć o ludziach, którzy żyli w sąsiedniej wsi, niektórzy z nich byli powiązani z nami rodzinnie… czy nam się udało – zobaczcie. W jaśniejszym zrozumieniu poszczególnych stopklatek niech nam pomoże Mistrz Jan Cieplicki, któremu oddajemy głos:
Przenieśliśmy się w czasie i oto naszym oczom ukazały się obrazy mieszkańców dawnego Miłkowa wykonujących tradycyjne przedświąteczne prace. Jak zawsze prym wiodły Kobiety - mocno zapracowane, ze wszystkich sił starające się przygotować do świąt jak najlepiej. Wszystko musiało być wyprane, uprasowane i pachnieć krochmalem, by do świątecznego stołu usiąść odświętnie ubranym. Nad Bechem ustawiły tary, niecki, zakasały spódnice i spracowanymi dłońmi oraz szarym mydłem doprowadzały brudne rzeczy do czystości.
Mężczyźni w tym czasie przygotowywali rzeczy, które można było sprzedać na oleszyckim targu. To pocięte i porąbane drobno drewno w postaci wiązek, brzozowe miotły, drobne przedmioty codziennego użytku typu grabie itp. stanowiły po sprzedaniu dodatkowy grosz, za który można było kupić coś do domu. Kobiety i pomagające im dzieci targały w koszykach płody ziemi i produkty żywnościowe typu masła, sery jajka, miody, które chętnie nabywali mieszkańcy Oleszyc. W owym czasie rzadko kto pracował, nie mówiąc o rentach, czy emeryturach. Takie świadczenia wówczas nie istniały. Dlatego każdy ciężko zarobiony grosz stanowił ważny przychód w reperowaniu domowych budżetów.
Wreszcie następował moment w którym następowała sobota i trzeba było święcić pokarmy. Wcześniej trzeba było się wyspowiadać. „Miłkowski ksiądz” przystąpił zatem do dzieła. Obecne niewiasty spowiadały się bardzo długo, a jak całowały kapłana po rękach, a jak się do niego zalotnie uśmiechały. Może faktycznie miały sporo na sumieniu???. Oczywiście to moje nieco z przymrużeniem oka spojrzenie??? Możecie mnie za to „Przemiłe Miłkowianki” wychłostać!!! Wcale nie jesteśmy lepsi od Was. Później już tylko tradycyjne święcenie, powrót do domów i świętowanie. To nie było tak jak dzisiaj, że do maleńkiego koszyczka wędruje niewielka część jadła. Dawniej dla wielodzietnych rodzin często pokarm do święcenia nosili mężczyźni. Nie w koszyczkach a w lnianych sporego rozmiaru chustach bądź krupkach. Krupka to pojemnik do siewu zboża wykonany najczęściej z lipowej łupanej deski. Sporo jadła się tam mieściło. Ogromniaste baby, osełki masła, duże gomółki sera no i ze dwa tuziny jaj. Ci , którzy mieli daleko do kościoła musieli się sporo napocić.
Była lekcja w miłkowskiej szkole, by także dzieciom opowiedzieć o tradycji i zwyczajach świątecznych. W Miłkowie pojawiła się grupa około 50 ludzi. W tym dzieci, pannice i piękne odświętnie ubrane mieszkanki Mołodycza i okolic. W swoim wolnym czasie pięknie odwzorowały przygotowania do Wielkanocy. Mężczyźni, których zadaniem były typowo męskie prace wzbogacili swym przybyciem wójtowie sąsiadujących gmin tj. Wiązownicy i Starego Dzikowa. Wszystkim Wam, uczestnikom tego pięknego plenerowego widowiska w imieniu grupy i Stowarzyszenia Miłków Niezapomniana Wieś serdecznie dziękuję. Pani Beacie za utrwalenie tego wszystkiego w postaci zdjęć także składam serdeczne podziękowania.
PANIE JANIE! za rozsławianie Miłkowa w tej formie kłaniamy się Panu nisko w pas. To przykład edukacji empatycznej, opartej na poszanowaniu tradycji, na tle natury w miejscu gdzie te rzeczy faktycznie miały miejsce.
PS Szanowne Panie Przedświąteczne Miłkowianki - jak zawsze piękne i czarujące nie zamykajcie mi drogi do waszej miejscowości za słowa o spowiedzi. Jak wiecie bardzo Was lubię, podziwiam i jednocześnie dziękuję za wspaniałe przeżycia. Jeżeli zgrzeszyłem to przyjadę do Waszego" „Miłkowskiego księdza” się wyspowiadać!!!
Fotografie i skany
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.






























