Galeria · Miłkowskie historie

„Stokrotki” Michała Lisa — część II

Opisywanie historii życia Miłkowianina Michała Lisa skończyłem na etapie deportacji Jego i Jego matki Rozalii do Besarabii. Jak wszyscy dobrze wiemy, ten brzemienny w skutkach długi epizod miał miejsce w dniach 18 - 20 styczeń 1941 r. Pisał także o tym w swych wspomnieniach ks. Józef Mroczkowski, ówczesny oleszycki wikariusz. Działo się to w czasie ostrej zimy. Mrozy w dzień sięgały - 25 stopni a w nocy słupki rtęci spadały jeszcze niżej. Potężne zwały śniegu utrudniały drogę pędzonym zwierzętom nie mówiąc o ludziach, którzy musieli się nimi w czasie tej smutnej wędrówki opiekować i ich pilnować. Wielu biednych , niewinnych ludzi odczuło to na własnej skórze i to dosłownie. W czasie podróży i już tam na miejscu w Besarabii spore odmrożenia były słonym rachunkiem za ideologiczne decyzje sowieckich władz. Bardzo źle skończyło się to dla mamy Michała. W momencie dotarcia do Anówki przy zdejmowaniu obuwia okazało się , że skóra z podudzi i stóp została w butach. Było to obuwie typu kozaki. Taki stan rzeczy wymógł na Michale podjęcie decyzji o zawiezieniu mamy do szpitala. Został sam jak palec w nowym miejscu różniącym się zdecydowanie od rodzinnego gniazda. Nie pierwszy zresztą raz " towarzysze " niedoli nie zawiedli. Pomogli dwudziestolatkowi zorganizować się na tyle, by zacząć jakoś rozpocząć życie w nowej rzeczywistości. Sowiecka władza nie raz stwarzała zagrożenie i zawsze solidarność była ich motorem pomocy. Oczywiście praca w kołchozie, bo to młody człowiek więc tania siła robocza została mile powitana i zaprzęgnięta w tryby komunistycznej kołchozowej gospodarki. Podobnie jak i inni Miłkowianie, Michał otrzymał kawałek ziemi, który wydawał najlepsze plony przy uprawie kukurydzy winorośli i arbuzów. Młodzi Miłkowianie w powojennych opowieściach, w czasie wspólnych spotkań / zwłaszcza po kieliszeczku rozmownej / snuli wspomnienia o niezapomnianym smaku mołdawskiego wina. Było go tam sporo . Jednak każdy kto wyprodukował na swoje potrzeby, to tym trunkiem zmuszony był dzielić się zwładzami.

Ciężka praca, beznadziejna dieta, to główne elementy życia na obczyźnie. Bardzo często na stołach pojawiała się mamałyga, czyli kasza kukurydziana podawana na gęsto. Była krojona w pajdy i tak spożywana. Przyzwyczajeni do spożywania ziemniaków Miłkowianie podczas pobytu zupełnie zapomnieli ich smaku i wyglądu. Po powrocie do Polski łapczywie je spożywali jako rzecz o wielkiej wartości. Rodzina Michała ,a zwłaszcza jego dzieci ze zdziwieniem spoglądały na ojca, który na chleb nakładał ziemniaki i się nimi zajadał. Jak mogły to zrozumieć, skoro nie przeżyły tego na własnej skórze?

Michał podobnie jak inni Miłkowianie powrócił do Ojczyzny w 1946 roku. Z racji tego, że mama pochodziła z Cewkowa, to tę miejscowość wybrali jako następne miejsce do życia. Było to bardzo blisko Miłkowa, do którego szczególnie Michał czuł wielki sentyment. Ciągnęło go tam często. Przechadzał się po zarośniętym placu, spoglądał na nieuprawiane pola i zawsze stamtąd wracał w ponurym nastroju. Jego żal za utraconym miejscem z dzieciństwa i młodości widoczny był na rysach twarzy. Z okazji Zielonych Świąt ze znanych tylko sobie miejsc przywoził do domu naręcz " szuwarów" jako elementu upiększającego na ten moment obejście i dom. W okresie letnim i jesiennym nieodłącznym prezentem dla dzieci były jabłuszka z własnego miłkowskiego placu. Nie były już tak urodziwe jak te przedwojenne, ale miały w sobie to coś. To chyba niezapomniany smak i przekonanie, że to symbol, tego co jeszcze przypominało odchodącą powoli w niepamięć utraconą część życia. Często rozmawiał ze swoim najbliższym sasiadem Józefem Gancarzem, człowiekiem ukształtowanym przez panią Zofię Dobrowolską. Przed wojną była dla Józefa mentorką, nauczycielką, pracodawczynią. Przy kazdej rozmowie pod niebiosa wychwalał dobroć, mądrość i wyjątkowość pani Zosi. Podczas licznych spotkań z Michałem rzadko wracali do tematów lat przedwojennych i wywózki na Besarabię. Siedziało to w ich sercach i umysłach jak jakaś okropna drzazga. Dopiero podczas ostatnich lat życia próbowali przekazać swym najbliższym coś ważnego , czego doświadczyli, coś co długo leżało im na sercu i chcieli ten ciężar z siebie zrzucić. Michał dopiero w ostatnich latach swego życia próbował swoim dzieciom coś o tym opowiedzieć, ale choroba, niemożność wyartykułowania dźwięków mu na to nie pozwoliła. Dlatego jego pociechy i najbliżsi chłoną jak gąbka każdy fragment rozmowy z ludźmi, którzy o życiu tamtego pokolenia mają określoną wiedzę. Tak było w przypadku spotkania z córkami i synową Michała Lisa.

Po ożenku w 1948 roku Michał prowadził gospodarstwo rolne. Jego żona pochodziła z rodziny Wawrejków. Mama żony była siostrą Adolfa Ozimka, znanego działacza ,któremu na sercu leżało upamiętnianie miejsc i ludzi ważnych dla historii Dzikowskiej Ziemi. W zamian za utracone w Miłkowie ziemie Michał otrzymał od Skarbu Państwa grunty, które obrabiał bardzo długo. Pomagała mu w tym mama Rozalia, która zmarła w 1966 roku.

Oprócz pracy w gospodarstwie, wielką Jego namiętnością stał się sport. Być może, że pierwsze kroki stawiał w miłkowskiej drużynie piłki siatkowej. Na takim bowiem boisku najczęściej można było go ujrzeć w towarzystwie podobnych mu pasjonatów. Do tego sportu predysponował go wzrost, podobnie zresztą jak i Józefa Gancarza członka przedwojennej drużyny siatkówki.

Małżeństwo Lisów dochowało się szóstki dzieci. 3 córki i 3 synów.. Niestety jeden z nich Franciszek zmarł jako dziecko w 1953 roku.

Teraz przychodzi czas na wyjaśnienie słowa " Stokrotki "

Otóż synowa Danusia i najmłodsza córka Marysia należą do zespołu o takiej nazwie. Podtrzymują śpiewem rodzimy folklor. Z sukcesami występują podczas róznych uroczystości i świąt. Myślę, że spogladający z góry rodzice są dumni z walorów wokalnych przedstawicielek rodziny Lisów, nie mówiąc już o ich urodzie. My w całości także się z tym zgadzamy . Panie już pracują nad piosenką, którą często nucił Michał Lis. Myślę, że uda nam sie zaprosić Stokrotki na spotkanie poświęcone udostępnieniu archiwalnych materiałów, którymi dysponujemy. Spadkobierczynie pamięci Michała Lisa zapewne nam nie odmówią.

Wydawnictwo Edytorial z Rzeszowa wysyła wydaną przez nich najnowszą książkę Jana Kucy poświęconą tematowi Miłkowa. Waro sie pośpieszyć.

Fotografie i skany

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.

Rodzina Józefa Gancarza - sąsiada Michała Lisa na zdjeciu poniżej, u góry Michał Lis z synem Zdzisławem
Rodzina Józefa Gancarza - sąsiada Michała Lisa na zdjeciu poniżej, u góry Michał Lis z synem Zdzisławem
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 2
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 2
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 3
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 3
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 4
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 4
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 5
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 5
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 6
„Stokrotki” Michała Lisa — część II — fotografia 6

Autor: Jan Cieplicki.

Źródło: przekazane archiwum postów z Facebooka.

← Wszystkie artykuły i posty
Dopasuj Otwórz oryginał ↗