Szydłowscy - rodzina z miłkowskimi korzeniami
Popuszczając wodze wyobraźni wędrujemy starą miłkowską drogą od cerkwi w stronę Dzikowa, czyli do początku wsi. Tuż za cerkwią pięknie ukwiecony ogród pani Zosi Dobrowolskiej. Przedszkolanka, osoba wrażliwa, krzewiąca ducha patriotyzmu. Organizatorka razem z siostrą Mateczką wielu uroczystości ważnych dla kultury. Naprzeciwko jej pięknego ogrodu majątek Sapiehów. Ładny drewniany dworek z gankiem, z tyłu zaś budynki gospodarcze i dobrze utrzymany sad. Za chwilę ''dylowanka. '' To już blisko, i na delikatnej góreczce widać kuźnię. Tam w pocie czoła uwija się Wojciech Szydłowski - kowal i po trosze stolarz. Roboty mu nie brakuje. Jak na przedwojenne normy to na podwórku baraszkuje niewielka gromadka dzieciaków. To pociechy jego i małżonki.
Dajmy wyobraźni wrócić do czasów nam obecnych. Opowiemy o rodzinie Wojciecha Szydłowskiego. Zaznaczam, że posiłkuję się wiedzą zdobytą głównie od członków rodziny, a konkretnie od wnucząt jednego z synów Wojciecha. To od Ali Brudniak , Asi Erceg z Oleszyc i Zbyszka Szydłowskiego ze Szczecina zdobyłem zdjęcia i ciekawe historie dotyczące tej rodziny. Ala, Asia i Zbyszek to wnuczęta Jana Szydłowskiego, jednego z synów Wojciecha.
Najstarszy syn Wojciecha - Władysław poślubiwszy niewiastę z rodziny Mydel ( niewykluczone, że z Zabiałej ) jeszcze przed wojną wyjechał do Francji. Nie wszystko ułożyło się tak jak trzeba. Po urodzeniu jednego syna małżonka zmarła. Już we Francji ożenił się po raz drugi. Tym razem poślubił kobietę z Rzeszowa. Ta także urodziła syna. Już w okresie powojennym Władysław kilkakrotnie odwiedził brata Jana w Oleszycach.
Tragedia dotknęła następnego syna Wojciecha - Stanisława. Po ożenku zamieszkał w Ryszkowej Woli na trasie ( Lubaczów - Jarosław ). W momencie gdy Rosjanie weszli do Polski to aresztowali sporo leśników. Takim oto sposobem " uroki Syberii '' zwiedzał również Stanisław. Wszyscy wiemy jak to zwiedzanie wyglądało. Niestety żywy już do Polski nie wrócił. Jego kości do dziś przewracają się w obcej ziemi. Została żona i dwóch synów. Wdowa z racji decyzji okupanta poświęciła się wychowaniu dzieci i za mąż ponownie nie wyszła.
Córka Wojciecha / niestety nie mogę podać imion / w Miłkowie wyszła za mąż za Maślankę. Przed wojną jej mąż nabawił się poważnej choroby zakaźnej. Ówczesna medycyna sobie z tym przypadkiem nie poradziła. Zmarł w Lubaczowie i został pochowany na cmentarzu naprzeciwko szpitala. Odwiedzająca to miejsce nie tak dawno temu rodzina niestety żadnych śladów jego pochówku nie znalazła. Matka z pięciorgiem dzieci, nie z własnej woli zresztą znalazła się w Besarabii. Niestety, tam też zmarła i spoczywa na cmentarzu w Anówce. Starsze dzieci przy pomocy rodziny przeżyły wywózkę i wróciły do Oleszyc. Najstarszy Antoni ( dziś 88 letni mężczyzna ) oraz jego brat bliźniak Władysław przez jakiś czas przebywali u wuja Jana Szydłowskiego w Oleszycach.. Antoni skończył liceum. Władysław nieco szybciej wyjechał do brata Mieczysława, który jako pierwszy za pracą wyruszył spory kawał drogi od rodzinnych stron. Znalazł zatrudnienie w szczecińskiej stoczni.
Syn Michał zamieszkał w Starych Oleszycach niedaleko pierwszej cerkwi. Był znanym dekarzem. Podejmował się prac niebezpiecznych na dużych wysokościach. Nie obce były mu roboty przy remontowaniu kościołów i wysokich budynków.
Córka Maria wyszła za mąż za człowieka o nazwisku Kalmuk. Zamieszkali w Starych Oleszycach niedaleko ostrego zakrętu przy drodze Oleszyce - Sieniawa.
Mieczysław przybyłych później braci Władysława i Antoniego rekomendował do zatrudnienia w miejscu, w którym sam pracował. Sam się zresztę szybko usamodzielnił, bowiem już na Besarabii poznał młodą dziewczynę z rodziny Wakszyńskich, z którą zawarł zwiazek małzeński. Jego bracia, Władek i Antek także wybrali Szczecin jako miejsce do życia. Pracowali także w znanej stoczni. Mieczysław w dziale traserni zajmował ważne stanowisko. To miejsce gdzie dokonuje się wycinania bardzo grubych blach do wytwarzania kadłubów statków. Miał szansę zostać kierownikiem tego odcinka prac. Zasłużył sobie na to odpowiedzialną pracą i doświadczeniem zawodowym . Wszystko było na dobrej drodze do momentu gdy o tym fakcie dowiedziała się egzekutywa jedynej słusznej partii. Gdy okazało się , że Mieczysław jest katolikiem, a do tego śpiewa jeszcze w kościelnym chórze, to decyzja mogła być tylko jedna. Został wezwany przed oblicze partii. No i zaczęło się. No wiecie Mieczysław - wy tutaj staracie się o takie stanowisko a nie jesteście z nami, tak nie może być. Jak chcecie mieć to stanowisko, to musicie wstąpić do partii. Trwało to kilka dni, aż Mieczysław, któremu zależało na awansie dla świętego spokoju podpisał deklarację. Za kilka dni ponowne wezwanie na dywanik i ostra reprymenda. Jak wy to sobie towarzyszu wyobrażacie. Msza w kościele , a wy w pierwszym szeregu śpiewacie kościelne pieśni. To jest skandal. Na to wyraźnie sfrustrowany Mieczysław rzucił legitymacja i rzekł - weźcie sobie wsadźcie tę legitymację, wiecie gdzie.. No i z awansu nici ale honor pozostał. To rodzina wierząca w Boga i szanująca dekalog. Jego miejsce zajął jakiś młody inżynier ale ludzie chętniej słuchali starszego doświadczonego pracownika.
.
Jeszcze jeden syn Wojciecha - Józef mieszkał na Kolonii. To część Starego Sioła położonego tuż za Starymi Oleszycami. We wspomnieniach rodziny przewija się jego postać w zielonym mundurze ze strzelbą. Dziś nie jesteśmy w stanie określić gdzie był zatrudniony.
O synu Wojciecha - Janie Szydłowskim, przedwojennym gajowym i powojennym leśniczym w następnym poście.
PS Jeżeli ktoś z żyjących potomków osób wymienionych w tekście zechce podzielić się dokładniejszą wiedzą, to bardzo chętnie brakujące ogniwa dotyczące dat i imion skoryguję. Na zdjęciu Władysław Szydłowski z żoną z Mydlów i synem Bolesławem.
Fotografie i skany
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.


