Artykuł · Miłkowskie historie

Łączy ich Maria Maśnik - wspomnień Stanisława Bednarza ciąg dalszy

Pisałem ostatnio o spotkaniu rodziny Bednarzy, których wspólne korzenie sięgają czasów Tomasza i jednego z jego synów -Jana. Najstarszy w tym gronie Stanisław - wnuk Tomasza przedstawiał nam obrazy zapamiętane dotyczące czasów dziecięcych w Besarabii . Nasz rozmówca przytaczał fragmenty wspomnień opowiadane mu przez ojca Michała Bednarza. Musimy wziąć pod uwagę wiek naszego rozmówcy, przez co niektóre obrazy mogą być obarczone upływem czasu. Z okresu besarabskiego dzieciństwa często przewijał się wątek ograbiania Miłkowian przez sowieckich urzędników i to tych nawet z najniższego szczebla. Jedna z opowiadanych historii dotyczyła życia na obcej ziemi. Do Michała - ojca Stanisława raz w tygodniu rozklekotanym gazikiem przyjeżdżało dwóch urzędników sprawujących nadzór nad przybyłymi z Polski ludźmi. Oczywiście należało ich ugościć i zaopatrzyć w " wiktuały ''. Mołdawska ziemia bardzo urodzajna pozwalała na uprawę pszenicy, kukurydzy, arbuzów i winorośli. Wszechobecna kukurydza to podstawowy element diety zarówno dla ludzi / mamałyga / jak i zwierząt. Świnie hodowane i karmione kukurydzą rosły szybko a ich słonina osiągała wielkość ponad 25 cm. Była zabarwiona na żółto. Oczywiście, że jedynym sposobem przechowania było zasolenie i złożenie jej w beczkach. Znoszona do piwnic wytrzymywała stosunkowo długi termin do spożycia. Humorystyczną historię zapamiętał pan Stanisław , która wydarzyła sie w ich domostwie. Po wyprodukowaniu wina resztki z winogron leżały przez jakiś czas w rogu podwórka. Ciepło spowodowało, ze sfermentowały na swieżym powietrzu. Wypuszczzone świnie obżarły sie tym ponad normę. Za chwilę przewracały się , kwicząły, wstawały i zaś upadały. Takiego zjawiska dawno nie widziano. Co dziwne świniaki z reguły leżą na boku, a te przyjmowały pozycje leżąc na plecach do góry nogami. Co robi alkohol w nadmiarze??? Z rodziną Michała kontakt utrzymywał Władysław Cybulski , gajowy z Miłkowa. Ten od czasu do czasu ustrzelił jakąś miejscową zwierzynę Z mięsa świń i tej zwierzyny wyrabiali kiełbasy po polsku. Mięso było krojone w kostkę, dodawano do niego słoninę oraz przyprawy i powstawała polska kiełbasa. Cieszyła się sporym wzięciem u sowieckich dygnitarzy. Nic dziwnego bowiem, Tomasz Bednarz po powrocie z USA założył sklep, by nie tylko Żydzi prowadzili handel. W sklepie oprócz konkurencyjnych cen była możliwość nabycia mięsa i kiełbas. Dlatego Michałowi wyrabianie tego produktu nie nastręczało trudności. Kiełbasa czy mięso to nie jedyna rzecz, którą zadowalali sie " miejscowi goście ". Do tego obowiązkowo 20 - litrowy kanister miejscowego wina i dopiero wówczas opuszczali Anówkę. W przypadku gdy nie było kiełbas wręczano spory kawał solonej słoniny. Podobnie chciwie wyciągali rękę po ostatnie oszczędności Miłkowian pragnących jak najszybciej wrócić do Ojczyzny. Sporą pomocą w załatwianiu zgody na wyjazd i zbieranie potrzebnej dokumentacji służył Stanisław Cybulski - syn gajowego Władysława. W pamięci pana Stanisława widok ludzi wyjeżdżających z obcej ziemi, biednych jak przysłowiowa mysz kościelna, nękanych przez tubylców i żądających okupu w każdej możliwej formie od Miłkowian wywołał następne urojenie łez. Wróciliśmy dosłownie z niczym. Dorobek życia naszych przodków poszedł na marne. Dziecięce oczy naszego rozmówcy widziały również przemieszczających się żołnierzy. Zwłaszcza wypędzanie Niemców z sowieckiej Rosji w młodych dziecięcych umysłach pozostawiło smutne obrazy rozkładających się ciał żołnierzy wydzielających okropny fetor. Co dziwne sowiecka władza zakazała Polakom przywykłym do cywilizowanego pochówku grzebania zwłok. Obraz moralnej degrengolady. Mimo wszystko kilku śmiałków po cichu zajęło się tą czynnością.

Warto wiedzieć, że osoby powracające do Polski oprócz codziennej indokrynacji podczas ich pobytu, były namawiane by zostały i przyjęły sowieckie obywatelstwo. Nie przyniosło to zamierzonych przez nich oczekiwań.

Rodzina Michała Bednarza po zameldowaniu się w punkcie repatriacyjnym w Jarosławiu otrzymała również propozycje wyjazdu na Ziemie Odzyskane. Jednak tęsknota za Miłkowem zwyciężyła i pierwsze kroki skierowali do szwagra Jakuba Stochmala w Oleszycach. W tym momencie chwilę zatrzymaliśmy się przy siostrze Michała Katarzynie Bednarz - Stochmal. Już o tym pisałem w jaki sposób potraktowali ja sowieccy żołnierze. Jej ciało zbeszcześcili a ją następnie zamordowali. Znów kilka łez oraz wzruszenie słuchających, bo nie wszyscy o tym fakcie posiadali wiedzę. Punktem docelowym po powrocie okazał się Dzików. Tutaj w otoczeniu sporej ilości miłkowskich rodzin, łatwiej było przełknąć pigułkę goryczy. Taki los zgotowali im Sowieci i bandy OUN - UPA.

Panu Stanisławowi serdecznie dziękujemy za ciekawe wspomnienia i życzymy długich lat życia.

Dziękujemy również pani Kasi Walat za przepyszny sernik / przysłowiowe niebo w gębie / oraz spokrewnionej z rodziną Bednarzy sąsiadce Sabinie za pyszne świeżutkie kapuśniaczki.

Wydaje się, że będziemy mogli sobie pozwolić na wykonanie ponadplanowych prac w Miłkowie. Upoważnia mnie do tego kolejna spora wpłata. Tym razem od Asi Nieckarz z Warszawy. Asia to potomkini miłkowskiej rodziny od Jana i Anny Nieckarz. Dziękujemy Ci serdecznie Asiu.

Na zdjęciu z tyłu Maria Maśnik. Przed nią siedzi jej córka, też Maria najpierw żona Jana Bednarza a po jego tragicznej śmierci Jana Bursztyki.

Fotografie i skany

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.

Łączy ich Maria Maśnik - wspomnień Stanisława Bednarza ciąg dalszy — fotografia 1
Łączy ich Maria Maśnik - wspomnień Stanisława Bednarza ciąg dalszy — fotografia 1

Autor: Jan Cieplicki.

Źródło: przekazane archiwum postów z Facebooka.

Oryginalny post na Facebooku ↗

← Wszystkie artykuły i posty
Dopasuj Otwórz oryginał ↗