Pokłosie miłkowskiej zarazy
Będąc w Miłkowie nie sposób zahaczyć o cmentarz choleryczny. To ta nazwa przylgnęła do tego miejsca najmocniej, chociaż od 1936 roku było to miejsce pochówku rzymsko-katolików. Obecnie ogrodzony fragment jest tylko wycinkiem dawnego cmentarza. Przedwojenny był dużo większy.
Jego nazwa ściśle wiąże się z wydarzeniami jakich miedzy innymi Miłków doświadczył w okresie działań wojennych z okresu I wojny światowej. Liczne przemarsze i zgromadzenia wojsk, a także toczone bitwy siały spustoszenie w zakresie upraw, stanu gospodarki. Społeczeństwo po prostu głodowało. Takie warunki życiowe i sanitarne by idealnymi dla panoszących się wówczas chorób. Najgroźniejsza z nich , czyli tyfus plamisty zbierał olbrzymie żniwo. Nieodpowiednio odżywiane organizmy były zbyt słabe by poradzić sobie z szalejącą zarazą. Do tego wszechobecny brud był wymarzonym miejscem dla wszy ludzkich . One i pchły były roznosicielkami tej groźnej zarazy. W warunkach wojennych nie było mowy o ich zwalczaniu. W samym Miłkowie z tego tytułu zmarło ponad 50 osób, od dzieci począwszy a na starszych kończąc. Ci , którzy siłą natury mieli mniejsze szanse przegrywali z tą bardzo groźną chorobą.
Dopiero w 1917 roku z inicjatywy księcia biskupa Adama Sapiehy na te tereny zaczęła docierać pomoc w postaci szpitalików i kolumn sanitarnych. Wspierały tę akcje znane rody, chociażby książę Władysław Leon Sapieha oraz władze powiatu cieszanowskiego. W tym czasie taki powiat na naszych terenach funkcjonował. Jak donosił Kurier Lwowski z 5 lutego 2017 roku taka pomoc dotarła też do Miłkowa. Lekarz oraz pielęgniarki zajmowali się ludźmi chorymi , ale także profilaktycznie szczepili ludność przed chorobami zakaźnymi. Prowadzono także akcje dezynfekcji mieszkań oraz uzdatniano wodę ze studni. Najbiedniejszym ofiarowano żywność i odzież zbieraną miedzy innymi w Krakowie. Te działania osłabiły zarazę i ludność powoli podnosiła się z tragizmu wojen.
Dokładnie dzisiaj nie wiemy gdzie były chowane miłkowskie ofiary tyfusu. Jedynie stojący pośrodku ogrodzonego cmentarzyka krzyż poświęcony jego ofiarom przypomina nam co się w Miłkowie działo w tragicznych latach 1914 -1917.
Jeszcze nie tak dawno temu pracownicy Nadleśnictwa Oleszyce prowadząc leśne prace natrafiali na ludzkie kości. Nie można wykluczyć, ze należały do ofiar tej masowej wówczas zarazy.
Jak panicznie mieszkańcy podchodzili do ofiar tyfusu niech zaświadczy przekazywana wśród mieszkańców Oleszyc informacja o tym, że na rozstaju dróg w kierunku Zalesia i Nowej Grobli stojący krzyż upamiętnia miejsce chowania ofiar tyfusu. Podobno jednego z mieszkańców pochowano razem z łóżkiem na którym kończył swoje ziemskie życie. Oczywiście, w tym wypadku musimy użyć określenia prawdopodobnie.
Będąc w Miłkowie przy tym cmentarzu, miejmy świadomość, jego tragizmu dla pochowanych ofiar szalejącej wówczas zarazy. Właśnie tutaj pochylmy głowy i choć chwilę w milczeniu wyobraźmy sobie koszmar tamtych dni i lat.
PS Dziękuję panu Darkowi Sałkowi za dostęp do wielu archiwalnych materiałów dotyczących Miłkowa.
Serdeczne podziękowania dla Wiktora Malacha , jego mamy Basi oraz sióstr Małgorzaty i Ani z Leeds, za wpłatę na konto naszego stowarzyszenia. Wiktor, Małgorzata i Ania to prawnuki Stanisława Malacha- leśniczego z Huty Miłkowskiej . Kochani - Miłków na Was czeka...
Fotografie i skany
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.
Autor: Jan Cieplicki.
Źródło: przekazane archiwum postów z Facebooka.
